All we do is looking for some way to fulfill our needs.

wtorek, 4 czerwca 2013

Tagged under: , , , , , , , , ,

Samoorganizacja - mistyfikacja


Cały świat agilowy (i nie tylko agilowy) mówi głośno o organizacji.
Mam wrażenie, że od pewnego czasu próbujemy znaleźć świętego graala, który pozwoli nam znaleźć odpowiedź na pytanie: "Jak zarządzać nie zarządzając?". Tym razem będę adwokatem diabła...

Przyjrzyjmy się typowemu profilowi programisty (co w efekcie się propaguje również na liderów, którzy na tej bazie wyrastają): introwertyczny, uwaga skierowana do wewnątrz, dominujące myślenie analityczne. To są wprawdzie stereotypowe cechy, jednak oddają esencję naszego gatunku. Przy tego typu defaultowych ustawieniach nie są naszą mocną stroną: praca z ludźmi, komunikacja, negocjacje, mediacje, budowanie relacji. Co zatem robimy? Szukamy świętego graala... Jak zarządzać, żeby nie zarządzać... Jak się świetnie komunikować, nie komunikując się (bezpośrednio)... Szukamy magicznych "wzorców projektowych", które zrobią to za nas... najlepiej tak, żebym nie musiał się tym interesować i reszta się poukładała sama. Tymczasem nie ma magicznych sztuczek...
Z drugiej strony samoorganizacja to łakomy kąsek dla menedżmentu, który również poszukuje świętego graala i odpowiedzi na pytanie "jak zarządzać i robić to superefektywnie, najlepiej bezkosztowo". Wszystkim się to podoba.


Osobiście chciałbym przyczepić się co do samej koncepcji samoorganizacji. Na co dzień mamy do czynienia z wieloma jej przykładami:

a) możesz zobaczyć na powyższym filmiku z hinduskiego skrzyżowania;

b) nasze życie jest przykładem samoorganizacji: żyjemy w pewnym środowisku określonym przez prawo, reguły społeczne, oczekiwania i podejmujemy decyzje na bazie własnych osądów. Niektórzy robią karierę, inni poświęcają się rodzinie, inni jeszcze z różnych powodów staczają się;

c) jeśli oprzeć się na teorii ewolucji, rozwój życia na ziemi to pewien proces samoorganizacji.

Czy w powyższych przypadkach samoorganizacja gwarantuje nam sukces? Prowadzi na pewno do wygenerowania pewnych rozwiązań. Czy dobrych? Czy najlepszych? Na pewno jakichś, ale jakich do końca nie wiadomo.

Pewnie odezwą się głosy: "Budując środowisko możesz wpływać na kierunek samoorganizacji". Budowanie środowiska to pewne świadome działanie, czy zatem można mówić o samoorganizacji? Ktoś musi nad tym czuwać, monitorować i reagować. Ktoś kto wprowadza zmiany do środowiska musi mieć jakiś zamysł i jednocześnie, w realiach biznesowych, dążyć do zmian, które wpłyną pozytywnie na dostarczaną wartość biznesową.

Dla mnie samoorganizacja (m. in. poprzez budowanie środowiska) jest formą odwrócenia uwagi od problemu - nie bardzo wiem jak dobrze poukładać pracę z ludźmi, więc szukam gdzieś indziej. "Pracuję nad środowiskiem, a to magicznie wpłynie, że ludzie będą pracować tak jak bym chciał".

Będę upierał, że owszem środowisko jest ważne i niesprzyjające środowisko jest w stanie wyelimonać nawet najlepsze jednostki, to jednak środowisko nie wystarczy. Praca z ludźmi przede wszystkim... A to jest trudne... To dziedzina rozmyta... a tego w IT nie lubimy... Dlatego szukamy świętego graala.

3 komentarze:

Michał Bartyzel pisze...

Może o to właśnie chodzi. Na filmiku nikt nie zrobił sobie krzywdy i "jakoś działało". Może problem tkwi w tym, jak sobie wyobrażamy "samoorganizację". Wydaje mi się, że stawiamy znak równości między "samoorganizacją" a "uporządkowaniem", podczas gdy to są różne sprawy.

Być może w "samoorganizacji" chodzi o to, żeby wykonać coś najmniejszym możliwym nakładem pracy. I wcale nie ewolucyjnie, ale tak quasi-ewolucyjnie. Bo ewolucja dopuszcza sporo nietrafionych egzemplarzy, nam chodzi o to, żeby ich unikać.

Zatem z punktu widzenia managera natchnionego ideą samoorganizacji, skrzyżowanie z filmiku jest ok: nikt nie ginie, nie ma korków, kierowcy są uważni, piesi też dają radę, czasem się ktoś stuknie, ale nikt nie robi z tego problemu. Więc chyba cel osiągnięty? Tylko, czy to miał w głowie manager, gdy myślał o "samoorganizacji"?

Mariusz Sieraczkiewicz pisze...

Pytanie czy celem jest przetrwać? :)
BTW. Statystycznie wypadków w Indiach jest więcej niż w krajach tzw. kultury zachodniej...

Marcin Sztolcman pisze...

Sama ilość wypadków jest niemiarodajna. Wypadków może być więcej, ale śmiertelnych mniej, albo mniej kosztujących etc. Słaba metryka ;)