All we do is looking for some way to fulfill our needs.

piątek, 26 kwietnia 2013

Tagged under: , , ,

Gdzie się warto zatrudnić?



Skąd pomysł

Od dłuższego już czasu sam sobie jestem pracodawcą, toteż nie rozglądam się za typowo rozumianą pracą. Natomiast często osoby, które spotykam w ramach realizowanych projektów i szkoleń zadają pytanie, gdzie się warto zatrudnić.

Ponieważ w ciągu ostatnich kilku lat miałem do czynienia z kilkudziesięcioma firmami, toteż postanowiłem się pokusić o małą typologię firm pod kątem zatrudnienia. Spotkałem firmy, w których osobiście nie chciałbym pracować za żadne skarby, a także takie, w których zatrudniłbym się bez wahania. Poniższa typologia ma charakter czysto subiektywny oraz jest efektem grubych generalizacji. Chętnie usłyszę Wasze głosy, jeśli poniższe generalizacje nie aplikują się do waszych sytuacji.

Wielkość firmy


  • Duże firmy (aka korporacje) bardzo często realizują duże projekty, co też często implikuje, że projekty te mają za sobą długą historię. W praktyce oznacza to, że masz duże szanse na utrzymywanie i rozwój kiepsko napisanego systemu w nie najświeższej technologii. Mam też własną hipotezę, iż średni poziom umiejętności jest w większych firmach niższy niż w mniejszych. Więcej w nich polityki i czasu spędzanego na spotkania. Duże firmy mają jedną, niezaprzeczalną zaletę – rozpoznawalną nazwę, co bardzo dobrze wygląda w CV. Drugą zaletą jest to, że zazwyczaj mogą zapłacić więcej (choć to nie jest reguła). Jeśli jednak jesteś craftsmanem i zwolennikiem nowinek, w dużej firmie trudno znaleźć wystarczająco przestrzeni na tego typu rzeczy.

  • Średnie firmy pomijam, gdyż tu bywa bardzo różnie. To co się tu dzieje dryfuje albo w stronę wad i zalet małej lub dużej firmy.

  • Małe firmy dzielę na dwa typy. Pierwszy typ to kompletna prowizorka, brak reguł, zasad.  Jeśli do tego dojdzie zidiociały szef (często właściciel firmy) oraz nieumiejętność pracy z klientem, to istna masakra. Drugi typ to forma ideału. To rodzaj firmy to wykorzystanie całej mocy niedużej firmy – zwinności, przystosowywania się do zmian i stosowania nieco nowszych technologii i podejść. Jeśli jesteś craftsmanem, to może być miejsce dla Ciebie. Za to zazwyczaj nieco gorzej wygląda kwestia wynagrodzenia oraz firmy tego typu nie dają takiego blasku w CV. No chyba, że jesteś właścicielem, ale wtedy potrzebna będzie smykałka do biznesu.

Software House czy dział w firmie


  • Dla software house’u tworzenie oprogramowania to core biznesu. Stanowiska techniczne mają znaczenie i cała firma się „tym” zajmuje, więc większość osób, z którymi pracujesz wie na czym polega tworzenie systemów informatycznych. Oznacza to również, że masz większe szanse na szkolenia, wymianę wiedzy i nabrania sensownego doświadczenia oraz na to, że projekty będą realizowane bardziej „po bożemu” (ale tu nie możesz mieć pewności).
  • Niestety działy w firmie są w dużo gorszej sytuacji. Zazwyczaj są działem, który jest traktowany jako koszt oraz ciągle następuje ważenie, czy czasem konsultanci zewnętrzni nie będą się bardziej opłacać. Zazwyczaj zespoły nie są zbyt duże i posiadają mniejszą bazę kompetencji. Więc możliwości rozwoju też są dużo mniejsze. Najtrudniejsza jest jednak współpraca z klientem, który w tym przypadku jest ewidentnie biznesem. Dość często się zdarza, że nie jest to współpraca partnerska.

Firma z Polski lub z zagranicy


Tutaj generalizacje mogą być zawodne, więc na to uczulam. Dużo zależy od tego, czy polski oddział jest uznawany za równorzędnego partnera czy jako tania siła robocza ze wschodu.

  • Jeśli polski oddział to równorzędny partner, to jest to bardzo korzystna sytuacja. Bo to oznacza, że z dużym prawdopodobieństwem kultura organizacyjna z kraju macierzystego została przeniesiona do Polski (np. benefity, wygląd biura, dobre praktyki projektowe, wymiana wiedzy i umiejętności). Jeśli firma macierzysta używa Scruma, ty też prawdopodobnie będziesz. Na zachodzie podejścia zwinne są zazwyczaj wdrożone bardziej po bożemu.

  • Jeśli polski oddział jest uważany za tanią siłę roboczą, to jest przerąbane. Z dużym prawdopodobieństwem będziesz utrzymywał system, na który nikt nie chce nawet patrzyć w żadnym cywilizowanym kraju. Oprócz tego Twoi koledzy z zagranicy będzie uznawali kontakt z Tobą i dzielenie się wiedzą, jako zło, którego będą unikać za wszelką cenę. Trochę przesadzam, ale ziarno prawdy w tym jest.
  • Jeśli chodzi o firmy z Polski trudno wyróżnić mi jakieś konkretne składniki. W wielu firmach (szczególnie tych nie zaliczających się do grupy „duże”) funkcjonuje mentalne poczucie braku, co oznacza bezustanne niedoszacowywanie projektów, praca po godzinach, pewien dość istotny poziom chaosu i dezorganizacji. To są firmy, które ciągle gonią, choć nie zawsze wiedzą za czym. Duże polskie firmy mają bliżej do swoich zachodnich odpowiedników, jedynie wynagrodzenia są nieco mniejsze. Jest również większa szansa, że użytkownikami Twojego systemu będą rodacy a nie Niemcy, Holendrzy czy Amerykanie (którzy nigdy nie wiedzą czego chcą). Ponieważ jesteś swojakiem, jest większa szansa, że będziesz (Twój zespół) miał większy wpływ na wybór technologii czy podejścia do projektu.

Co wybrać?



Zależy kto co lubi. Jeśli chcesz się rozwijać i mieć kontakt ze świeżymi technologiami, to wybieraj software house’y, raczej nie te największe i z Polski. W CV zdecydowanie lepiej wyglądają większe firmy, ale tu jest sporo ryzyko, że będziesz odgrzewał archiwalia i walczył z korporacyjną rzeczywistością. Jeśli cenisz bezpieczeństwo to duże firmy też będą lepsze, gdyż mniejsze są mniej stabilne finansowo. Ale z kolei duże są bardziej podatne na perturbacje globalne, chociażby w przypadku firm zagranicznych, problemy głównej siedziby oraz to, że swojacy będą ważniejszych od obcych. Unikaj firm międzynarodowych, w których Polska jest traktowana jako tania siła robocza. Resztę możesz wywnioskować sobie sam.
A jak jest u Was?

3 komentarze:

Sławek Sobótka pisze...

Biorąc pod uwagę sytuację na rynku pracy (rozpaczliwe poszukiwanie pracowników, utrata pracowników) nie przejmował bym się tak bardzo tym jakie nazwy firm masz wpisane w CV. Chodzi mi o myślenie o sobie jak o sztuce mięsa, która ma przybitą metryczkę z oznaczeniem "kraju pochodzenia". W dobrej firmie, pracują ludzie, którym podczas rekrutacji zajmuje dosłownie minutę stwierdzeni czy chcą z Tobą pracować.

Tomek Pająk pisze...

w polskich firmach istnieje jeszcze jeden problem. Jedyną drogą, aby zarabiać więcej pieniędzy jest awans na stanowisko kierownicze. Pomijam fakt, że wyróżniający się developer nie zawsze ma predyspozycje do tego, by być dobrym team-leaderem czy architektem, na czym traci sam zainteresowany, jego "podwładni" i firma. W takich przypadkach, wydaje mi się, że należy po prostu wspierać go w byciu jescze lepszym ekspertem, bardziej efektywnym i w sposób spontaniczny dzielącym się wiedzą. Jeśli spojrzy się na strukturę zarobków w facebooku czy google'u to średnio wyższe pensje mają właśnie specjaliści a nie wszelkiej maści project managerowie.

Innym problemem takiego podejścia - i tutaj oczywiście zależy od samoświadomości samego zainteresowanego - jest to, że w momencie zostania takim kierownikiem zaczyna się odwrót od technologii (czyli fachu w ręku) w kierunku pracy z Excelem. Człowiek zaczyna być specjalistą od wycen, przesuwania zasobów (czyt. ludzi), planowania i wszelkich innych nie-specjalistycznych zadań. Wkraczasz w ten sposób na te obszary rynku pracy, na którym Twoją konkurencją zaczyna być każdy student po zarządzaniu i miejsc do zdobycia jest o wiele mniej (w końcu potrzeba mniejszej ilości kierowników niż specjalistów). Co więcej, zaczynasz być coraz bardziej zależny od swojego pracodawcy, ponieważ ciężej jest zmienić pracę.

Oczywiście większość ludzi kręci bycie kierownikiem, ponieważ w naszym społeczeństwie oznacza to prestiż. Często jednak rzeczywistość bywa brutalna, gdy osoba na rozmowie o nową pracę będąc przekonana o swoich umiejętnościach (w końcu był kierownikiem) stawia warunki finansowe nieadekwatne do tego, co jest w stanie sobą wnieść do nowej firmy, ponieważ już jakiś czas temu stracił fach w ręku.

Kończąc ten długi wywów.. jeśli ktoś planuje swoją przyszłość długoterminowo, to warto również wziąć w/w aspekty pod uwagę. ;)

Michał Bartyzel pisze...

Nie do końca zgodziłbym się z opinią na temat dużych firm. Dużą firmę traktowałbym jak kilka małych: biznes junity, departamenty itd to właściwie samodzielne jednostki. Dużo zależy do którego zespołu się trafi.